Polacy nie gęsi, też swój holenderski język mają

Zwykły wpis

Zainspirowana tym: http://joemonster.org/art/31983/Glupota_innych_narodow_doswiadczenia_bojownikow_JM

Nie będę ukrywać, że na moim japońskim uniwerku często czuję się gorsza, bo pochodzę z Polski. Jak większość Polaków mam w tej kwestii schizofrenię – z jednej strony cieszę się, że urodziłam się Polką, bo mój kraj nauczył mnie kombinowania i walczenia o swoje, bycia zaradnym, a z drugiej – jaka jest Polska, każdy widzi.
Od dobrobytu ludziom się w zadach przewraca i to niestety widać. Nie inaczej jest z Japonią. Japońscy studenci z nosem wciśniętym w smartfona nie za bardzo umieją już rozmawiać, a  często nie mają żadnych hobby, o których mogliby rozprawiać. Być może zarówno w liceum, jak i na uczelni miałam szczęście być otoczona przez osoby o bardzo szerokich zainteresowaniach, więc moje wyobrażenie jest nieco zaburzone. Jednak ciągle mam wrażenie, że w przypadku Europejczyków, kiedy odpowiednio poprowadzić rozmowę, nawet z najmniej wykształconej czy strasznie nudnej osoby da się wyciągnąć coś wartościowego, chociażby życiową wiedzę, doświadczenia, coś o konkretnym kraju, miejscu. Ta sztuka udała mi się tylko z kilkoma Japończykami, a przecież wszyscy z nich poszli na studia, i to na studia międzynarodowe, co powinno ich trochę jednak zobowiązywać. Zacznijmy więc od wpadek z ich strony. Czytaj dalej