ein Lama in Yokohama

Zwykły wpis

Dzień drugi, część pierwsza

Kamakura leży koło 50 kilometrów na południowy zachód od Tokio. Jechałyśmy tam coś 40 minut, w dość komfortowych warunkach (po drodze mijałyśmy Yokohamę). Miasto bardzo dawno temu było stolicą Japonii, ale tak dawno, że w sumie nikt nie pamięta, i tak na dobrą sprawę, teraz wydaje się częścią ogromnego tokijskiego molocha. Po pierwszym dniu zgiełku i pewnego rodzaju zagubienia, jakie przytrafia się wieśniakom z prowincji kalającym brudną stopą wielką metropolię, Kamakura przywitała szerokimi ulicami, mnogością zieleni (środek stycznia!) i wszechogarniającym spokojem graniczącym z sennością. W dodatku słońce waliło po oczach ile wodoru i helu fabryka dała.

Pusto wszędzie, głucho wszędzie i słoneczko świeci

W Kamakurze nie ma nic, jeśli nie liczyć plaży (ale nie jestem Czechem, żeby lecieć nad morze w styczniu), gór (trochę za mokro i buty złe wzięłam), miliona świątyń, kilku muzeów i drugiego największego w Japonii posągu Buddy wykonanego z brązu (ponad 13 metrów). Drogą dedukcji – idziemy patrzeć na posąg. Dla ciekawych, największa statua znajduje się w Narze, która jest tematem na osobą notkę, i leży koło 40 minut pociągiem od Kioto i uważam ją za fantastyczne miejsce.

Wielki Budda w perspektywie wydaje się mały

Dwa wredne gołębie sterczące szyderczo niczym dwa nagie miecze w lokach Buddy

Przy 169 centymetrach ciągle jestem mniejsza od powyższej głowy i z posągiem mogę konkurować tylko masą. Rzeźba pochodzi z XIII wieku. W Polsce trwał dokładnie środek rozbicia dzielnicowego i nie umieliśmy jeszcze zdecydować, czy takie nowatorskie przedsięwzięcie jak państwowość, chrześcijaństwo i posiadanie króla się opłaca, czy może warto dawać lać się po mordzie to Niemcom, to hordom ze Wschodu. Początkowo posąg stał w wielkiej świątyni, ale to Japonia, więc zmiotło ją tsunami gdzieś w 1495 roku, czyli wtedy kiedy w Krakowie odnotowano pierwszy przypadek choroby wenerycznej. Jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami. Mimo wszystko ciężko jest ruszyć 103 tony brązu, więc Budda „cudownie” przetrwał. Bardziej zastanawia mnie, czemu nie przetopili go na coś bardziej użytecznego przez te wieki wojen.

Bo liczy się wnętrze

Okazało się, że Budda jak na świętego męża przystało, ma też bogate wnętrze. Może nie do końca bogate, może odczuwać wewnętrzną pustkę, ale musiałam dać całe 20 jenów (60 groszy), żeby do niego wejść (taa). Właściwie dość prędko musiałyśmy się ewakuować, żeby nie dostać kijkiem od selfie (Azjaci uwielbiają robić sobie zdjęcia, nawet wynaleźli specjalny kij, aby nikogo w kadrze nie brakło, bo mógłby ze znajomych na Fejsie wywalić) po łbie. Przytłoczone przez wycieczkę Chińczyków, czmychnęłyśmy z Buddy czym prędzej i podziwiałyśmy jeszcze chwilę dumną postawę. Z każdej perspektywy.

Chłopak się trochę zgrzał w tym słońcu, więc musiał się przewietrzyć

Muszę z niechęcią przyznać, że podczas wyjazdu do Tokio zgubiłam się dwa razy. Dwa razy w lesie. Ten pierwszy właśnie w Kamakurze. Mają tam szlak pielgrzymów (nieważne czy chrześcijaństwo, czy buddyzm, czy islam – ludzie uwielbiają walić na pielgrzymki), przy czym zamiast trafić na szlak, to nas trafił szlag, kiedy znalazłyśmy się w zupełnie nieznanym miejscu, gdzieś w górach, a potem na jakiejś zabitej dechami wsi, która okazała się nadal Kamakurą, tylko trochę dalej. Na szczęście zawiozłyśmy zadki na dworzec autobusem.

Dzikie ostępy

Dzień chylił się ku zachodowi, nie pozostało nam wiele opcji, jako że żadna z nas nie gustuje w srogich imprezach karaoke z dużą ilością sake (biorąc pod uwagę nasze polsko-węgierskie geny, to naprawdę DUŻE ILOŚCI, sake ma tylko do 20% alkoholu) albo spirytusu ratyfikowanego (polskiego!), który, o dziwo, można dostać prawie w każdym barze. Zresztą, jestem za leniwa i za bardzo marudzę, żeby być dobrym towarzyszem knajpowych wojaży, więc postanowiłyśmy obejrzeć zachód słońca na sztucznej wyspie stworzonej ze śmieci – Odaibie…

Reklamy

3 uwagi do wpisu “ein Lama in Yokohama

  1. Wow, czyli to prawda, że ten słynny spirytus rektyfikowany można dostać w Japonii, zupełnie jak w moich anime!
    Zazdroszczę Ci tego zwiedzania, nienawidzę podróży ale świątynie i muzea uwielbiam. Gdy ludzkość wynajdzie teleportację, pewnie nadal nie będzie mnie na nią stać, ale gdyby było, zwiedziłabym WSZYSTKIE świątynie evar wszędzie.

  2. Darya

    Aww, fajny ten Budda, też bym nie przetapiała :D (choć jak myślę, że przetopili ten uroczy pomnik Hachiko…. Ale cóż, ten tutaj jest starszy).
    Jak ja uwielbiam Twój styl pisania :D Masz świetne porównania (uśmiałam się przy datach!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s