Hiroszima trip

Zwykły wpis

Uwaga, to nie jest wesoła notka o przygodach w Japonii. Czujcie się ostrzeżeni. Długo się zastanawiałam, czy w ogóle ją opublikować, szczególnie pomiędzy narzekaniem a planowaną notką o żarciu. W końcu doszłam do wniosku – czemu nie, to też część moich doświadczeń w Japonii.
11 października profesor Scott zorganizował wycieczkę do Hiroszimy. Zaaranżował również spotkanie z kobietą, która przetrwała wybuch bomby atomowej, 6 sierpnia 1945. Miała wtedy 13 lat i pracowała w fabryce. Zwaliła się na nią wielka lada (taśma?) produkcyjna i utworzyła coś w rodzaju parasola ochronnego. Jej historia ogólnie jest bardzo smutna i na razie opiszę, co miłego zastałam w Hiroszimie, a potem dam ostrzeżenie, od którego momentu nie czytać, jeśli taka Wasza wola.

Pani Kajimoto – ofiara wybuchu bomby atomowej (z lewej profesor Scott)

Na miejsce pojechaliśmy Shinkansenem, najszybszym pociągiem chyba świata, a na pewno Japonii. W ogóle nie odczuwa się prędkości, chociaż zrobiliśmy 300 kilometrów w 1,5 godziny. Większość przejeżdżaliśmy w tunelach, ale trochę widoczków też popodziwialiśmy. Najchętniej zjeździłabym całą Japonię Shinkansenem, gdyby ktoś mi to zafundował. Za bilet w jedną stronę płaciliśmy równowartość prawie 300 złotych. Dla porównania – z powrotem wracałam na własną rękę nocnym autobusem (7 godzin), najtańszą opcją, i płaciłam 130 złotych.

Shinkansen

Profesor powiedział nam, że dobrze jest się przejść ze stacji do miejsca, gdzie wybuchła bomba (teraz jest tam przepiękny park). Nie wspomniał tylko, że to 40 minut biegiem, i ledwo zdążyliśmy coś zwiedzić przed wykładem pani Kajimoto. Hiroszima jest jednym z ostatnich dużych miast w Japonii, gdzie jeżdżą jeszcze tramwaje. Czułam się prawie jak w Krakowie. Gdy już dobiegliśmy do parku, zastaliśmy Genbaku Dōmu (Kopuła Bomby Atomowej), jedyny budynek w epicentrum, który przetrwał wybuch bomby. Robi duże wrażenie.

Genbaku Dōmu

Bardzo podoba mi się poniższe zdjęcie. Po lewej Genbaku Dōmu, a po prawej surferzy płyną rzeką. Pewno to zabrzmi naiwnie, ale nawet po największej katastrofie można się podnieść i żyć normalnie, czego dowodem jest ta scena. Straszne rzeczy się zdarzają, ale zawsze w końcu mijają.

Pani Kajimoto okazała się zaskakująco dobrze zakonserwowaną staruszką z poczuciem humoru. Profesor poprosił nas, żebyśmy wręczyli jej prezent i mnie przypadły w udziale podziękowania. Powiedziałam więc utartą formułkę, a pani Kajimoto zaczęła mnie jowialnie klepać po ramieniu (miałam siniaka!), prawie krzycząc: „Dobra jesteś z japońskiego, co nie?”. Nie wspominając o tym, że na pytanie o to, czy nienawidzi Amerykanów odpowiedziała: „W czasie wojny ich nienawidziłam, byli dla mnie jak diabły, wszyscy myśleliśmy, że to diabły i że musimy wyzwolić świat spod ich władzy. Po wojnie bardzo ich nienawidziłam [użyła innego, starszego słowa na nienawiść, taką prawdziwą, z głębi serca, tego słowa nie używa się już za bardzo], ale potem zobaczyłam na własne oczy amerykańskiego żołnierza. Pierwsze co pomyślałam to to, że jest bardzo wysoki. A potem, że zajebiście przystojny.” Nie, nie użyła słowa „zajebisty”, ale powiedziała to w bardzo współczesnym i kolokwialnym języku, że z powodzeniem można to tak przetłumaczyć (żeby wydźwięk był taki sam).

Od tego momentu robi się smutno. Amerykanie zrzucili bombę atomową w konkretnie wyznaczonym miejscu – w okolicach wyspy na rzece – prowadzi do niej most w kształcie litery T. Właśnie to T zostało wybrane jako miejsce łatwe do rozpoznania z powietrza. Teraz znajduje się tam przepiękny park, mnóstwo zieleni i wody. W parku jest również rzeźba Sadako Sasaki.

Sadako Sasaki

Dziewczynka przetrwała wybuch bomby atomowej, kiedy miała dwa lata, prawie bez szwanku, chociaż przebywała półtora kilometra od miejsca zero. Podmuch wyrzucił ją przez okno, ale przetrwała. Dziesięć lat później zdiagnozowano u niej białaczkę, następstwo napromieniowania, lekarze nie dawali jej więcej niż rok życia. Zgodnie ze starą japońską legendą, temu kto złoży tysiąc żurawi spełni się życzenie. Sadako bardzo chciała żyć, więc składała origami. Są dwie wersje tego, co się wydarzyło: jedna – nie udało jej się złożyć tysiąca, ale pomogli przyjaciele i w końcu żurawi była cała masa; druga – Sadako złożyła ponad tysiąc. Umarła tego samego roku, 10 miesięcy po zdiagnozowaniu choroby. Przyjaciele poruszeni jej śmiercią uzbierali fundusze dla upamiętnienia Sadako i innych dzieci, które zmarły z powodu następstw bombardowania Hiroszimy. Do dzisiaj uczniowie szkół podstawowych w całej Japonii składają origami i wysyłają w intencji pokoju na świecie.

Pamiątka na cześć Sadako – miliony origami składane przez dzieci

UWAGA, od tego momentu opisuję smutniejsze i bardziej drastyczne historie, więc proszę wybierzcie, czy chcecie czytać, czy nie.

Nie będę ukrywać, że wyjazd do Hiroszimy mnie zmiażdżył w stopniu porównywalnym do wycieczki do Oświęcimia. Chcę tylko zaznaczyć, że Hiroszima to nie tylko pomnik bombardowania, ale i pełne życia, zieleni, świątyń i rzek miasto. Niestety z powodów finansowych i czasowych nie byłam w stanie zwiedzić więcej, czego bardzo żałuję. Przyjechałam jednak poznać historię pani Kajimoto. Druga taka okazja zapewne w moim życiu się nie zdarzy, bo pozostałe przy życiu ofiary nie dość, że są już dość wiekowe, to jeszcze umierają na wszelkiego rodzaju nowotwory. Sama pani Kajimoto choruje na raka żołądka.

Miała 13 lat, kiedy spadła bomba. Pracowała w fabryce, jak wszyscy uczniowie. Japonia wciąż miała nadzieję wygrać wojnę, pomimo porażki Niemiec. W chwili wybuchu bomby pani Kajimoto znalazła się szczęśliwie pod ladą (taśmą? nie wiem, jak to przetłumaczyć), która ją nakryła. Bardzo się bała, myślała, że zginie i zastanawiała się, czy jej mama będzie wiedzieć, co się z nią stało. Najbardziej przerażała ją myśl, że zginie w pożarze i zastanawiała się, co spłonie pierwsze – jej ręce, nogi, głowa, czy będzie cierpieć, etc. Zewsząd docierały do niej krzyki przyjaciół: „Mamo, pomóż mi”, „Nauczycielu, (sensei – można przetłumaczyć też jako doktora, kierownika zmiany, etc.) ratuj”. Szczęśliwie jej przyjaciółka dostrzegła światło w zawalisku i wspólnymi siłami udało się im wykopać drogę na wolność. Wszyscy wyglądali przerażająco, zakrwawieni, poparzeni. Starali się wzajemnie sobie pomóc. Ci, którzy wygrzebali się spod gruzów fabryki byli i tak w dobrej kondycji. Pani Kajimoto powiedziała nam, że nigdy nie zapomni widoku chłopca, na oko 8letniego, który biegł do nich, zanosząc się płaczem, a w dłoni trzymał swoją drugą rękę, która odpadła przy uderzeniu. Umarł chwilę potem. Poparzeni przychodzili i błagali o wodę. Niektórzy poili ich i ci ludzie umierali niemal natychmiast. Nie wiem, czy chodzi o to, że woda była napromieniowana, czy też jest jakiś związek między ciężkimi poparzeniami a piciem dużej ilości zimnej wody. Innym strasznym widokiem byli ludzie, którzy zostali tak bardzo poparzeni, że ich skóra się stopiła i wisiała jedynie na paznokciach. Ta scena pozostała w pamięci bardzo wielu ofiar, tak wielu, że uwiecznili ją w muzeum.

Muzeum w Hiroszimie

Pani Kajimoto opowiadała, że koryta rzek wypełniły się zdechłymi końmi. Podobnie jak ludzie były bardzo poparzone i musiały dojść do rzeki, gdzie umierały. Pani Kajimoto szła trzy dni przez spaloną do ziemi Hiroszimę i czasami myślała, że umarła i trafiła do piekła, więc cały czas modliła się do Buddy. Jej matka nie mogła uwierzyć, kiedy zobaczyła ją żywą. Cała rodzina przetrwała wybuch bomby. Ojciec zmarł do tygodnia, bo chociaż nie ucierpiał w bezpośrednim uderzeniu, przez trzy dni szukał córki i zabiła go dawka promieniowania. Jeszcze smutniejszą historię opowiedziała o swoim kuzynie. Całe wystąpienie tłumaczył profesor Scott, który robił co mógł, ale nie zawsze dawał radę. Bardzo uprościł całą wypowiedź i w sumie chciałabym nie rozumieć japońskiego w tym momencie. Kuzyn pani Kajimoto błąkał się kilka dni po Hiroszimie. W końcu jego ojciec i starszy brat znaleźli go. W wersji profesora Scotta dali mu się napić, więc umarł. Prawdziwa wersja okazała się o wiele bardziej przerażająca. Ojciec ze starszym bratem wiedzieli, że nie mogą go napoić. Zabrali go do domu, bardzo poparzonego i wyczerpanego. Rodzina zajęła się chłopcem. Maluch ciągle błagał o wodę (mizu chōdai – bardzo dziecięcy sposób na wyrażenie życzenia) i młodszy brat (musiał mieć kilka lat!) myślał, że teraz już bezpiecznie może dać mu wody. Chłopak umarł z uśmiechem szczęścia na ustach, a jego ostatnie słowa brzmiały „jaka pyszna woda”. Kurtkę chłopca, w której przeżył bombardowanie, rodzice oddali do muzeum.

Opisuję to, bo w ten sposób łatwo sobie uświadomić, że dla poparzonych ludzi woda była wszystkim czego pragnęli, aby ulżyć sobie w cierpieniu. Kiedy po raz pierwszy przeszłam przez park poświęcony ofiarom bomby atomowej, uznałam, że te fontanny, wodospady, sadzawki i inne instalacje z wodą są miłe dla oka i relaksujące. Po wykładzie uświadomiłam sobie symbolikę tych wszystkich instalacji i nagle szum wody przyprawiał o dreszcze.

W muzeum poszłyśmy z koleżanką posłuchać historii innych. Zebrali wszystkie pamiętniki i relacje. Nagrali kobietę, która czytała je wszystkie, na dole leciały angielskie napisy. Wytrzymałyśmy 15 minut, a potem nie dałyśmy rady słuchać o tych wszystkich tragediach. Najgorsze w Hiroszimie było to, że ci ludzie nie wiedzieli o promieniowaniu, nie wyobrażali sobie nawet czegoś takiego. Całym rodzinom udawało się spotkać, nacieszyć się szczęściem, że wszyscy przetrwali, po czym wszyscy umierali z powodu choroby popromiennej. Rząd japoński udzielił jakiegokolwiek wsparcia dopiero w latach 50. Jeszcze przez długi czas rodziły się upośledzone dzieci, a ludzie umierali na wszelkiego rodzaju choroby wynikające ze skutków napromieniowania.

Wyjazd do Hiroszimy był miażdżący, ale jestem zadowolona, że pojechałam. Niektóre rzeczy trzeba doświadczyć.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Hiroszima trip

  1. Welp, dobrze, że Bosonogi Gen jest rysowany w uproszczony, kreskówkowy sposób, ale i tak ciary przechodzą.
    Tęskniłam za Twoimi notkami, bardzo lubię je czytać, ale jednak wolę gdy są o pieczywie i łazienkach :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s