Latanie (nie) jest fajne

Zwykły wpis

W przeddzień wylotu nie spałam za wiele, jakieś 2-3 godziny, bo o 2 w nocy musieliśmy wyjechać z Cieszyna do Pyrzowic. Na lotnisku przetrzepali wszystko i w ogóle średnio, łącznie z niemiłym panem, który czepiał się kosmetyków, chociaż wszystko było zgodnie z zaleceniami. Lufthansa to jednak Lufthansa, stewardesy mówiące po polsku, niemiecku i angielsku – szał. Nie leciało się jednak zbyt wygodnie, bo do Frankfurtu tylko półtora godziny, więc człowiek nie zdążył się wygodnie rozłożyć.

Lotnisko we Frankfurcie jest gigantyczne. Samolot wylądował, zaparkował, przyjechał po nas autobus – i jechaliśmy do terminalu 10 minut. Na szczęście następny samolot był z tego samego budynku, więc jakoś dało radę. Oznaczenia też mieli niezłe. Tylko nie mogłam wyjść z szoku, bo literalnie nikt nie skontrolował mnie. Tylko raz pan poprosił paszport. Nikt nie zaglądał mi do toreb, nikt nie kazał przechodzić przez bramki. Nawet boarding był automatyczny, tylko przeciągnęłam biletem po czytniku i bramka się otwierała.

Ogólnie warunki lotu były świetne, miałam cały rząd dla siebie, ale jednak 11 godzin lotu i wysokość 11 kilometrów robi swoje. Nogi mi spuchły tak, że w Japonii nie umiałam ubrać butów. Z nosa co chwila puszczała się krew i miałam wrażenie, że gałki oczne mi eksplodują. Od klimatyzacji i ciśnienia zatkało mi nos – nie mogłam ani smarknąć, ani oddychać, i czułam jakby w moim mózgu nastąpiła implozja. Nad Uralem zaczęły się spore turbulencje, spadliśmy chyba z 600 metrów. Mama mówiła, że tam też samolot się stracił z radaru. Jednak co Rusy to Rusy.

Z drugiej strony mogłam spać normalnie jak na łóżku, bo 3 siedzenia spokojnie do tego starczały, jedzenie było bardzo dobre – dostałam jakiś japoński stuff, przemielone kurczaki z jajecznicą i ryżem, wyglądało nieciekawie, ale samolotowe żarcie zawsze wygląda nieciekawie. Smakowało dobrze. Do tego pierdylion przekąsek – japońskie kanapeczki z ryżu, niemieckie kanapeczki z nie mam pojęcia czego, wafelki z milki… Za darmo wino, szampan, piwo, soft drinki, dolewka kawy, herbaty, wody, soku ile się chce. Stewardzi i stewardesy robią wszystko o co poprosisz, łącznie z tym, że w pewnym momencie obudziłam się przykryta kocem, leżąc rozwalona na 3 siedzeniach. A jakiś koleś zasnął nad żarciem, zabrali mu je, poskładali stoliczki, żeby było mu wygodnie, a jak się obudził, to mu odgrzali i dali jeszcze raz. W ekonomicznej klasie! Nie wyobrażam sobie, co oni wyrabiają w biznesowej. Kible takie sobie, ale czyste, z papierem, środkami dezynfekującymi, etc., tylko strasznie małe. Ja się ledwo obróciłam. Co do formalności – dostaliśmy dwie karteczki do wypełnienia, czy nie przywozimy narkotyków, bomb, papierosów, broni palnej, czegoś na handel i takie tam…

Najlepiej mi się spało, jak samolot miał lądować, ale cóż. Całą drogę nie było nic widać, na dole warstwa chmur, na górze niebo i koniec. Za to lądowanie dostarczyło niesamowitego przeżycia, pt. czy my mamy zamiar wodować? Pas do lądowania zaczyna się tuż przy morzu. Człowiek zaczyna dostrzegać pojedyncze zmarszczki na wodzie, a pasa nie, więc w sumie trochę się zestresuje. Wysiedliśmy z samolotu, tłum małych Japończyków poniósł mnie w stronę pociągu. Przyjechał po nas pociąg (!) i zawiózł do terminalu. Dalej trochę chodzenia, stanęłam w złej kolejce, ale to nic, pan grzecznie wysłał mnie do innej… Całość trwała chyba ze 40 minut, bo wyrabiali mi kartę stałego pobytu. Bałam się o bagaż, czy doleciał, czy nic nie brakuje, czy będzie na mnie czekał, skoro formalności tak się przeciągają… Przeszłam przez punkt graniczny, czekam na jakieś kontrole, bramki, etc… Nic. Idę, patrzę, mój bagaż zdjęty z taśmy i pan z ochrony pilnuje. Z uśmiechem podał mi walizkę. No dobra, idziemy dalej, w końcu została mi deklaracja celna, więc pewnie teraz mnie przetrzepią. Pan spojrzał na mnie, na bagaż, zapytał, czy może mówić po japońsku, ja że spoko, pan się ucieszył, zapytał, czy na stypendium, ja że tak, wyraził podziw, że spakowałam się do takiej małej walizki, zabrał deklarację, oddał paszport i życzył miłego pobytu. Moment, to nie mam dawać mojej walizy do tych śmiesznych urządzeń? Nie, jedź i baw się dobrze. No dobra, gdzieś musi być haczyk. Może dalej będzie coś do prześwietlania. Wychodzę z nowo poznanymi koleżankami z uniweku, a tam lotnisko i wyjście. Jestem w Japonii!

Od schodów jacyś obcy ludzie zaczęli mi machać, że są z mojego uniwerku, tu mamy punkt spotkania, skąd jestem (Poland? COOOOOL!), że autobus przyjedzie po nas za godzinę, czy mam drobne do automatu, mogą pożyczyć/rozmienić, na górze jest McDonald. Byłam trochę głucha po samolocie (ciśnienie), ale wszyscy wyglądali jakby ich coś zjadło i zwymiotowało, więc dogadywaliśmy się dobrze. Potem przyszły do nas Japończyki z uniwerku, pobrali opłatę za odebranie nas z lotniska, podstawili autobus (starszy pan siedział w luku bagażowym i układał nasze walizki – bałam się, że umrze, bo niektórzy mieli po 40 kilo bagażu) i odwieźli do akademików.

Jako że jestem w najmniejszym akademiku, nikt inny nie przyjechał przede mną, więc miałam prywatnego oprowadzacza. Dali nam teczuszkę z informacjami, rzeczami do załatwienia, dokumentami, i wszystkim, z wyszczególnionymi sprawami do zapłaty, gdzie się stawić, jaka kolejka obowiązuje przy testach i tak dalej. Potem zabrali na shopping tour, ale byłam taka zmęczona i zagubiona, że w końcu kupiłam tylko coś do picia. Potem przetrwałam dzień zwiedzając akademik, obczajając prysznice (to będzie osobny artykuł, te prysznice naprawdę na to zasługują), spotykając ludzi… I poszłam spać o 21. Przespałam całą noc do 5 nad ranem, bez żadnych problemów.

CDN.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Latanie (nie) jest fajne

  1. Dobra, nadrabiam wreszcie Twoje notki xD
    Serio takie problemy są przy lataniu? Bo te opisy krwi z nosa i duszności brzmią creepy x.X Jak leciałaś do Chin też tak miałaś? Miło za to czyta się o obsłudze Lufthansy – jednak widać, że na coś idą pieniądze, które płacisz za bilet :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s