HIV, HIV, hurra!

Zwykły wpis

Ponieważ ostatnio obudziła się we mnie bardziej pandowatość niż czeskość – składam na stypendium do uroczego kraju, gdzie podobno kwitnie wiśnia, a Godzilla z Hello Kitty w przerwach między czczeniem szatana zżerają sushi. Raczej nic z tego nie wyniknie, poza moim rozstrojem żołądka, jelit, nerek i kilku innych ważnych organów, no ale obowiązków trzeba dopełnić. A jednym z nich jest wizyta u lekarza. Lekarz takowy musi potwierdzić, że nie mam cukrzycy, miażdżycy, schizofrenii, raka, toksoplazmozy, artretyzmu, migren, jaskry (wzrokowej lub analnej) i pierdyliarda innych chorób. O ile to wszystko pewno zrobi na krzywy ryj – bo cóż, najwyżej umrę – to jednak z czystym sumieniem braku AIDS mi nie może wpisać za piękne oczy. No to powlekłam się do poradni na badanie.


Zaczęło się przyjaźnie. Znalazłam ośrodek, weszłam, skierowali mnie, znalazłam drugi budynek, znalazłam miłego pana, powiedziałam mu, że na badania krwi, to jasne, oczywiście, tylko jakie. Moja beztroska odpowiedź „na HIV” zbiła miłego pana z tropu, upuścił pliczek papierów (z taką podkładką jak w Ostrym dyżurze czy innych leśnych górach), podrapał się po łysinie i stwierdził, że tutaj nie można i trzeba na mikrobiologię, w lewo, w prawo, po kostce, pod górę, z góry, za budynek, przed budynek i trochę za sosną.
I tak Panda skończyła wypytując wszystkich o okryty mgłą niewidzialności budynek 19A. Reakcja była zwykle taka sama – a co w nim jest? Mikrobiologia? A po co tam? …HIV? Em, to jest tam dalej, w lewo, w prawo, po kostce, pod górę, z góry, za budynek, przed budynek i trochę za sosną.
W sumie było mi smutno, kiedy widziałam ocenny wzrok: A) ćpunka, B) wszetecznica, C) ofiara losu.
Po odbyciu siedmiu morderczych rozmów dostałam się gdzie chciałam. Z mapą, kompasem i ekspedycją geologiczną bym tam nie dotarła. W świat mrocznych korytarzy, odrapanych drzwi „wstęp wzbroniony pod groźbą śmierci”, tabliczek „higiena naszym jednym orężem!” wprowadziła mnie pani pielęgniarka. Niczym mentor powiodła przez pełne przeszkód i pułapek zakamarki mikrobiologii. Tam – rejestracja i od nowa zabawa. Co trzeba? Test na HIV. …powód? Wiza. Och, to zaraz będzie fakturka.
Wypchaj się swoją fakturą. Chcę mieć to z głowy.
Doktor, który ma pobrać materiał do badań pyta przez pół korytarza z czym przyszłam i blednie jak słyszy. Powód badania? Wiza. Och, to proszę siadać.
Kątem oka widzę, jak wpisuje w rubryce rozpoznanie: WIZA. Just in case, jakby ktoś się przeraził, że w probówce z moją krwią jest bomba.

Ludzie, po kiego grzyba wam te wszystkie kampanie zbadaj się na HIV, skoro nawet służba zdrowia traktuje potencjalnego chorego jak przegranego życiowo ćpuna rozpustnika, który kichnięciem skazi całą przestrzeń wokół?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “HIV, HIV, hurra!

  1. Przypomniało mi się jak w gimnazjum kupowałam tabletki antykoncepcyjne w ramach terapii antytrądzikowej. Miałam wrażenie, że pani farmaceutka szukała jakiegoś krzyża w aptece by odprawić na mnie egzorcyzmy. A tyle się mówi o tym by młodzież się zabezpieczała w czasie seksu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s